Gość (użytkownik niezarejestrowany)
dodano dn. 2018-03-20 10:37

Pełna treść komentarza:

Czy orientuje się ktoś jak wygląda praca diagnosty w Niemczech? Wiem,że nie ma tam typowo takiego zawodu, ale zastanawia mnie proces kwalifikacji.

Wszystkie komentarze do tego artykułu przejdź do artykułu
Witam, tak czytam wasze narzekania i przypominam sobie czas, kiedy 5 lat temu skończyłem Analitykę Medyczną, która w połowie mojej edukacji została zmienione, oczywiście nieoficjalnie na Medycynę Laboratoryjną, co jest na +, w przypadku rozpoznawalności zawodu/wykształcenia czyt. rozpoznawalności za granicą. Wtedy, jak i teraz mam podobne podejście, ponieważ nic się nie zmienia w tym zawodzie. Pracy brak, pensje małe, dodatkowo wspomniana przez Was "podyplomówka:, co jeszcze zmniejsza możliwość znalezienia pracy. Każdy zabiega o to, aby załapać się do jakiegoś labu. Wówczas przychodzi rozczarowanie... W szpitalach państwowych zarobki nędzne, do dyżurów kolejka, przecież każdy chce dorobić, idę dalej, brak szacunku dla zawodu diagnosty ze strony innych osób zatrudnionych w szpitalu (szczególnie w przypadku dużych jednostek), można jeszcze wymieniać. Ja właśnie zaczynałem w "państwówce" była jesień 2010. Wytrzymałem do wiosny 2011. Później była klinika prywatna z własnym laboratorium. Fakt było lepiej, ale czy dobrze 2800 na rękę, czy to są duże pieniądze, nawet jak na miasto do 300 tys ludzi? Tam już dłużej wytrzymałem, bo do końca 2013 Niestety nie. Postanowiłem zmienić pracę na bardziej "farmaceutyczną" i jestem zadowolony. Uprzedzając pytania, nie nie jestem REP-em, nie płaszczę się przed lekarzami wciskając im nowe leki wraz z bonusami. I w końcu poczułem odmianę, że nareszcie ktoś się z moim nowym zawodem liczy. Żona została przy starym, pracując w państwówce, bo dla kobiety to "wygodne i dobre do rodzenia dzieci" hehe. Rok temu zaczęła speckę no i co niczym z deszczu pod rynnę. Koszty kształcenia nie są współmierne do obecnych, mało tego nawet do przyszłych zarobków żony po ukończeniu specjalizacji. Pojawia się pytanie, czy warto i po co? To samo odnosi się do robienia doktoratu. Niektórzy znajomi zostali na uczelni, obronili doktoraty, a następnie 90% z nich uczelnia wypluła na bruk, bo nie było wakatów. Mają teraz doktorat i zero doświadczenia oraz świetlana perspektywa. Jedynie z mojego grona, zadowolone są osoby, które znalazły pracę w małych laboratoriach przy szpitalach na tzw. "zadupiu" i jest im dobrze, bo z dyżurami mają po 4k, jeżeli nie lubicie miasta zachęcam. A tak poważnie to odradzam, szkoda czasu na poświęconą naukę, później szkoda nerwów straconych przy bezskutecznym poszukiwaniu pracy, a następnie przy dużym szczęściu i znalezieniu zatrudnienia, właśnie tego poczucia bezsensu i rozczarowania. Także uczcie się na błędach innych i omijajcie kierunek szerokim łukiem. Jest po prostu za dużo diagnostów na rynku, a za mało pracy i w konsekwencji niskimi płacami. Może za paręnaście lat coś się zmieni. Na koniec zadam pytanie do osób broniących KIDLu, podajcie proszę, chociaż parę benefitów/korzyści, które otrzymaliście ze strony KIDLu. Dla mnie to instytucja widmo, bez widocznych działań wpływających bezpośrednio i namacalnie na diagnostów. I jeszcze jedna kwestia ktoś pisał o wysokości składek. Porównaj wysokość składki członkowskiej vs. zarobki np farmaceuty, a stosunek składka/zarobki diagnosty. Dodam dla smaczku, że farmaceuci płacą mniej :)